Nie miałam pojęcia co robić. Miałam stracha. Wtedy Lou mógł się wygadać i poznaliby mój sekret. Nagle dołączył do mnie Tomlinson. Przywarłam do ściany:
-Michi, co ty tu robisz?-co miałam powiedzieć?
-Ja...ymm...Jestem na kolacji?-byłam bardzo zestresowana
-Dlaczego z nim?-w tym momencie naprawdę mnie zatkało...
***
-Ymmm... Ja-jąkałam się-muszę już iść-minęłam go i wróciłam na salę. Usiadłam obok Rich'a ze sztucznym uśmieszkiem. Musiałam jeszcze go znosić przez godzinę. Wsiadłam do jego sportowego auta, ponownie, i czekałam na wybuch. O dziwo wsiadł spokojnie, dopiero gdy zaczęliśmy jechać wybuchł:
-Już ci mówiłem s*ko że nie odchodzi się od stołu kiedy robię interesy!-uderzył mnie w policzek. Zaczęłam płakać, wszystko czego nauczył mnie Harry uciekło. Przypomniały mi się te wszystkie straszne chwile spędzone z Richard'em, żałowałam że dałam się zabrać z domu. Wiedziałam że i tak nie da mi spokoju, że i tak zrobi im krzywdę, że pobije mnie i że nie mam żadnych szans. Właśnie dlatego postanowiłam się odezwać:
-Nie nazywaj mnie tak!-zaśmiał się szyderczo
-Urosła ci buźka od ostatniego razu-przygryzł dolną wargę-No, no jest pyskówka, będzie kara-zadrżałam na samą myśl. Przyspieszył do kilkuset kilometrów na godzinę. Zatrzymał się ze mną w jakimś lesie, daleko od Londynu. Wysiadł, następnie wytargał mnie za włosy z samochodu tak że z nóg spadły mi szpilki. Wrzucił mnie w krzaki. Byłam w samej sukience, obdrapania mnie nie ominęły-Powodzenia, jeżeli uda ci się daj znać-zaśmiał się i zostawił mnie. Ledwo co wstałam, z rąk i nóg leciała mi krew, chociaż nic nie widziałam czułam że moja skóra jest sina. Kuśtykając ruszyłam ku miastu. Było mi niesamowicie zimno, padał śnieg. Zapewne zostawiałam za sobą krwawe ślady. Nagle podjechał kolejny sportowy Mercedes, już dobrze mi znany. Z auta wysiadł Lou:
-Boże Święty, Michell!-wziął mnie na ręce i zaniósł do środka. Bałam się coraz bardziej. Usiadł przerażony obok, na miejscu kierowcy
-Co ty tu robisz?-wydukałam
-Pojechałem za wami, tak na wszelki wypadek
-Nie potrzebnie-rzeczywiście miałam okrwawione ciało
-Michi, jedziemy do szpitala-ruszył
-Nie, proszę-miałam łzy w oczach
-Możesz dostać zakażenia-kłócił się
-Louis, błagam tylko nie mów o niczym Hazz'ie on nie może się dowiedzieć...-prosiłam...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz