-Ej!-skrzyżowałam ręce na klatce piersiowej i tupnęłam nogą, wyglądałam pewnie jak małe dziecko. Tak po prostu okazywałam złość
-Jesteś urocza-otworzył przede mną drzwi do auta. Świetnie wiedział jak mnie zirytować, wykorzystywał to nie raz. Ale za to go kochałam...
***
-Mało zabawne-warknęłam pod nosem kiedy jeszcze wsiadał. Zawiózł mnie pod mieszkanie i pomógł zanieść pakunki do środka. Później zostawił mnie samą
*Perspektywa Hazz'y
Wróciłem do mieszkania. Właśnie rozbierałem się z okrycia w korytarzu. Byłem szczęśliwy, jak zawsze uśmiechnięty po jej spotkaniu. Moją euforię przerwał Liam:
-Co tak wesoło?-uniosłem kąciki swoich ust-Michell?-pokiwałem twierdząco głową-Właśnie stary, musimy pogadać. Ale nie tu
-Spoko, chodźmy do mnie-zaproponowałem. Ruszyliśmy do mojego pokoju. Rozsiadł się na łóżku a ja zacząłem się przebierać-O co chodzi?-zapytałem
-Chyba wszyscy widzą że pomiędzy tobą a Michi jest chemia. Dlaczego nie powiesz jej co do niej czujesz?-zaskoczył mnie
-Serio?-jakbym olał drugie zdanie jego wypowiedzi
-Hazz... Proszę cię, widać że was do siebie ciągnie. Powiedz jej...
-Liam-przerwałem mu-ja nie jestem pewien-nie skłamałem
-Ale na co?-spuściłem głowę
-Znasz moją przeszłość-spojrzałem mu w oczy-Nie wiem czy jestem gotowy. Nie chcę jej skrzywdzić, zbyt mi na niej zależy-ręce mi opadły
-No właśnie-wstał i poklepał mnie po ramieniu-Przemyśl to-zostawił mnie z tym samego. Rzeczywiście musiałem poukładać sobie wszystko w głowie...
Przepraszam że taki krótki, odwdzięczę się w następnym rozdziale! Przysięgam
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz