piątek, 14 listopada 2014

I swear, I hate you 6

Dotarliśmy do kilku sklepów. Kupiłam dużo,dużo rzeczy, bardzo ciężkich rzeczy, które oczywiście musiał nieść Tommo, ma karę, niech cierpi
-Możesz mi pomóc?-zapytał
-Skoro tak ładnie prosisz, nie. Masz za swoje Tomlinson. Warto było?-byłam pewna siebie
-Dla tego tyłeczka a i owszem-przewróciłam oczami. Zapowiadają się zboczone chwile z  Panem zboczuchem...
***
Wróciliśmy do willi. Mogłam przebrać się w coś normalnego
-Idziemy nad basen?-zaproponował
-Mówisz mi to kiedy już się ubrałam?-dobijał mnie
-Dopiero przypomniało mi się że go mamy-ten jego uśmieszek choć irytował, miał coś w sobie
-Okej, zaraz przyjdę-ponownie znalazłam się w łazience i założyłam bikini. Wróciłam w nim do Tomlinson'a
-Uhu-ściągnął okulary przeciwsłoneczne aby mnie obejrzeć
-Louis-warknęłam
-No  okej, okej. Nie moja wina że jesteś taka boska-dołączyłam do niego w basenie i postanowiłam też zrobić sobie z niego żarty. Zbliżyłam się na niebezpieczną odległość i udawałam że jestem w euforii. Wydał się niesamowicie zadowolony, kiedy już chciał zaczerpnąć czegoś więcej chlusnęłam mu wodą w twarz
-"Boska to jest woda z Lichenia"-zacytowałam tekst z mojego ulubionego polskiego filmu i odpłynęłam. Zachowywaliśmy się jak para, ale byliśmy tylko przyjaciółmi, przynajmniej tak mi się wydawało. Bawiliśmy się doskonale w swoim towarzystwie. Pod wieczór mieliśmy zamiar wybrać się na kolację. Wzięłam prysznic i ubrałam się w coś odpowiedniego. Ruszyliśmy uliczkami Mykonos w świetnym nastroju, ale co moment zakochane pary mijające nas przypominały  mi o Liam'ie. Jak zwykle po drodze Lou rozdał kilkanaście autografów i zdjęć, uwielbiałam patrzeć jak innym samą swoją osobą sprawiał tyle radości. Szkoda że na mój widok nie skakała choć jedna bliska osoba. Nareszcie zajmowaliśmy miejsca w bardzo klimatycznej restauracji. Siedzieliśmy na tarasie z widokiem na morze. Akurat zachodziło słońce, ciepłe powietrze ochładzał lekki wietrzyk rozwiewający moje włosy, było idealnie
-O czym tak myślisz-ocknęłam się
-O tym ile czasu z nim zmarnowałam-złapał mnie za rękę
-Nie przejmuj się, rozkoszuj się tą chwilą-miał rację. Po co miałam zastanawiać się "co by było gdyby"? Miałam zamiar naprawdę miło spędzić ten wyjazd. Około 22.00 wracaliśmy brzegiem morza, rozmawiając sobie
-Czego boisz się najbardziej?-zapytałam
-Że stracę osobę którą kocham nad życie-zupełnie spoważniał. Nie domyślałam się o  kogo mu chodzi, ale nie chciałam być wścibska-A ty?-spojrzał na mnie
-Ja nie boję się już niczego-smutnie odrzekłam
-Jak to?-spuściłam głowę
-Bo wszystko czego się obawiałam się spełniło. Straciłam wszystko poza tobą, ale ciesze się że to ty ze mną zostałeś-wywołałam piękny uśmiech na jego twarzy, który po chwili zniknął
-Wcale nie straciłaś wszystkiego poza mną-nie wiedziałam do czego zmierza...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz