Wróciliśmy do willi. Oparłam się o wewnętrzną stronę drzwi. Przyciągnęłam do siebie Tommo i pocałowałam namiętnie. "Akcja" przeniosła się do sypialni...
***
*tydzień później
Już jako para wróciliśmy do Londynu w świetnych humorach. Gdy tylko wysiedliśmy z samolotu otoczyli na paparazzi. Nie wiedzieliśmy o co chodzi. Lou trzymał mnie za rękę blisko siebie, nigdy nie wiadomo czego spodziewać się po tych natrętach. Wsiedliśmy do samochodu. Weszliśmy do mieszkania Tommo:
-O co chodziło?-zatrzymałam się w przedpokoju
-Nie wiem-przyciągnął mnie i pocałował, uśmiech nie schodził mi z twarzy w jego towarzystwie. Nagle do środka wparował Liam, był w furi. Przywarł mnie do ściany i rzucił się na Tolinson'a. Próbowałam ich rozdzielić, marne szanse:
-Jak mogłeś?!-darł się Payne
-Pytanie jak ty mogłeś?!-krzyczał Louis
-Jak wy możecie?! Najlepsi przyjaciele?!-wtrąciłam się. Automatycznie zatrzymali się. Spojrzeli na mnie, później na siebie-Naprawdę, jeżeli mam was skłócać to odejdę-wyszłam z mieszkania. Uciekłam na dach. Czułam się okropnie, stanęłam pomiędzy chłopakami którzy byli sobie tak bliscy. Usiadłam za jakimś wentylatorem. Schowałam twarz w dłoniach. Ktoś mnie objął, myślałam że to Lou. Podniosłam wzrok-Liam. Miał smutną minę
-Przepraszam, nie powinienem się tak zachować. Wybrałaś jego...
-Nie to ty wybrałeś tą modelkę-poprawiłam
-I żałuję jak niczego innego. Wybacz, już nie będę. Ja po prostu nadal cię kocham i chcę twojego szczęścia, dlatego odejdę. Muszę się z tym pogodzić, będzie ciężko ale dam radę-uśmiechnął się delikatnie
-Nie odejdę, nadal będziemy przyjaciółmi-położyłam głowę na jego na jego ramieniu
-Na zawsze?-wyciągnął mały palec, wplotłam w niego swój
-Na zawsze-zachichotałam-Jesteś na mnie zły?-mniej entuzjastycznie zapytałam
-Nie-był pewny
-Dlaczego?-chciałam wiedzieć
-Bo wiem że on da ci to czego potrzebujesz i nie zrani cię tak jak ja, znam go-zrobiło mi się bardzo miło. Jednak go nie straciłam. Wróciliśmy do Tomi'ego, miał rozciętą wargę. Usiadłam obok
-Warto było?-obejrzałam jego usta
-Nie-delikatnie je musnęłam-Chociaż może-rozbawił mnie. Chłopcy się pogodzili. Okazało się że huczy o naszej trójce cały kraj. Teraz miało nadejść najgorsze. Wizyta u matki. Louis miał poczekać pod drzwiami, na wszelki wypadek. Weszłam niepewnie. Siedziała w kuchni przy stole trzymając kolorowe czasopismo, ze mną na okładce. Spojrzałam na nią niepewnie:
-Kogo m tu mamy?-wstała. Miałam cień nadziei że coś poukładała sobie w głowie-Naszą małą puszczalską-bolało, z ust własnej matki-Wstyd mi za ciebie! Jak możesz obracać dwóch na raz?! Jesteś szmatą!-łzy napłynęły mi do oczu, ale poziom wściekłości wzrósł
-To ja wstydzę się za ciebie! Chlejesz od rana do wieczora! Przyprowadzasz do domu jakąś patologię z którą sypiasz! Bijesz i wyzywasz własne dziecko! Ubierasz się jak ladacznica! Wykończyłaś mi ojca!-wygarnęłam jej wszystko. Nie przejęła się, uderzyła mnie z całej siły w policzek, aż krew wypłynęła z moich ust. Spotkałam jej bezwyrazowe oczy zapłakana, miałam jej do powiedzenia jeszcze tylko jedną rzecz:
-DAJĘ SŁOWO, NIENAWIDZĘ CIĘ!-wybiegłam z domu i już więcej do niego nie wróciłam...
Tak się kończy to opowiadanie, mam nadzieję że podoba się :) Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH <3
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz