piątek, 21 listopada 2014

Imagin Niall Horan

Ile razy już to słyszałam? Ile wycierpiałam? Ile nocy przepłakałam? Miałam dość, koniec. Wyszłam z castingu zapłakana,  nie miałam sił. To było za wiele jak dla mnie. Zapłakana przemierzałam pustą Londyńską ulicę. Dookoła ciemno, tylko lampy oświetlały mi drogę do...życia bez marzeń. Usiadłam na schodach jednej z kamienic. Schowałam twarz pomiędzy klatkę piersiową a kolana. Było mi zimno, płakałam, byłam załamana. Nie miałam nikogo, zero duszy prze sobie. Poczułam na ramieniu okrycie. Odwróciłam głowę.  Stał za mną blondyn. Szłam za nim wzrokiem kiedy zajął miejsce obok. Przypatrywałam mu się uważnie. Nareszcie się odezwałam:
-Nie musisz, wszystko i tak już straciło sens-próbowałam zrzucić z siebie kurtkę lecz nie pozwolił mi na to. Jego oczy spotkały moje, czułam coś  niesamowitego, nie wiedziałam co to. Po chwili łzy zatrzymały swój ciągły bieg, kąciki ust same uniosły się delikatnie. Nie wiedziałam kim jest:
-Nigdy tak nie jest-mówił spokojnym tonem i mnie objął-Co się stało?-spuściłam głowę
-Od roku latam po przesłuchaniach wokalnych, nigdy nie jestem wystarczająco dobra, nigdy-znów histeryzowałam-Mam dość, koniec z tym-uniósł  mój podbródek
-Nigdy się nie poddawaj-zaprzestałam. Miał rację. Te słowa zmotywowały mnie...
*6 miesięcy później
Zaprzyjaźniliśmy się ze sobą i zamieszkaliśmy w tej samej kamienicy przed którą się poznaliśmy. Niall okazał się najukochańszym chłopakiem w świecie. Troskliwy, miły, zabawny, trochę dziecinny. Dodawał mi otuchy już od samego początku. Wytatuowaliśmy sobie nawet razem w tym  samym miejscu (prawe żebro) napis "Never give up". To był mój anioł stróż.
Dzisiaj mam kolejny casting, jestem przygotowana. Nialler czeka przed salą. Śpiewam,  przekazują mi nowinę. Ze smutną miną wychodzę z sali. Horan'owi opadają ręce, już szykuje się do pocieszania mnie. Nagle wybucham euforią:
-Mam ten kontrakt!-wskakuję mu na ręce. Cieszymy się wspólnie. Idziemy do naszej ulubionej restauracji aby to uczcić. Jemy posiłek cały czas rozmawiając o moim debiucie. Niestety on musi iść do pracy. Całuje mnie w policzek na pożegnanie i wychodzi. Obserwuję go przez szybę przy której siedzę. Nagle trafia w niego samochód, wszystko dzieję się jakby w zwolnionym tempie. Wybiegam, płaczę, krzyczę. Po kilku minutach podjeżdża karetka. Nie wygląda za dobrze. Nie mogę się uspokoić, jestem w rozsypce. Trafiam do szpitala razem z nim. Zabierają go, muszą zatamować liczne krwawienia. Nie potrafię wmawiać sobie że będzie dobrze. Po dwóch godzinach wychodzi do mnie lekarz, pytam jak z nim, on odpowiada:
-Stan krytyczny, ale stabilny. Teraz trzeba się tylko modlić, zrobiliśmy wszystko co było możliwe-z reguły tak mówią kiedy nie dają pacjentowi żadnych szans na przeżycie, co jeszcze bardziej mnie załamuje. Niepewnie wchodzę do sali, cała się trzęsę. Mój ukochany Niall leży podłączony do aparatury z każdej strony. Jedna z maszyn sygnalizuje jego powolny i spokojny puls. Podchodzę bliżej, ma rozcięty polik, wargę i sińce na całej twarzy. Zakrywam usta dłonią. Zdaję sobie sprawę że mimo iż wygląda spokojnie, tak naprawdę bardzo cierpi. Łapię go mocno za rękę i siadam obok. Nie spuszczam z niego oka nawet na moment. Nachylam się nad jego osobą. Jedna z łez kapnęła na jego policzek. Szepczę mu na ucho:
-Nigdy się nie poddawaj-całuje delikatnie jego usta. Na ekraniku obok jego łóżka pojawia się coraz większa liczba uderzeń serca. Przyglądam się pełna nadziei blondynowi. Jego powieki drżą, po chwili się uchylają. Rozpacz znika z mojej twarzy, teraz maluję się na niej tylko szczęście. Luka na mnie:
-Nie mam zamiaru-ledwo się odzywa, ale dla mnie to wystarczająco dużo. Rzucam mu się na szyję, po chwili puszczam. Przypominam sobie że jest obolały. Wiem że będzie ciężko, ale my nigdy się nie poddamy...

1 komentarz:

  1. Piękne!
    Juz myślałam ze z Niall'em koniec,ale wszystko ok super!

    OdpowiedzUsuń