-Nie trzymam ją dla ozdoby-z sarkazmem powiedziałam. Zrobił głupią minę-Gram od małego dziecka-zaczęłam wykonywać mój ulubiony utwór...
***
Pod tytułem "Stay". Ta piosenka była mi bardzo bliska. Skończyłam
-Pięknie-stwierdził-Dziękuje-zarumieniłam się lekko-Jak ci smakowało?-zapytałam
-Jesteś świetną kucharką-bawił się moimi włosami. Wiedziałam że zostanie w moim życiu na dłużej. Miałam nadzieję że zostanie moim przyjacielem...
*3 miesiące później
Przez ten czas bardzo zbliżyłam się do Harolda. Jego współlokatorzy również złapali ze mną wspólny język. Nialler i Hazz jednak zostali moimi najlepszymi przyjaciółmi.Obaj troszczyli się o mnie, codziennie dzwonili, pisali lub odwiedzali mnie. Miałam wrażenie że z ich strony to coś więcej niż przyjaźń. Ja czułam więź z obojgiem ale szczególnie bliski był mi lokacz. Spędzałam z nim każdą wolną chwilę, kilka razy jeszcze owijał moje nowe rany bandażem, nie opuścił mnie po mimo wielu prób. Był moim aniołem stróżem. Okropnie się czułam z tym że tak się dla mnie poświęcał, że musiał znosić moje okaleczanie się. Dzięki niemu zaczęłam otwierać się na innych, powoli przestawałam tak przejmować się zagrywkami Rich'a, zrozumiałam że nie warto sięgać po żyletkę, że opłaca się żyć. On motywował mnie do tego, przynajmniej miałam dla kogo trwać. Podziwiałam go że jest w stanie wytrzymać z tak zamkniętą osobą jak ja.
Święta się zbliżały. Postanowiłam wybrać się na zakupy. Chodziłam od sklepu do sklepu szukając czegoś. Byłam zasypana torbami, wręcz uginałam się pod ich ciężarem. Niespodziewanie pojawił się Harry:
-Cześć Michi!-pocałował mnie w policzek-Daj mi to chucherko ty moje-chciał zabrać wszystko ale oddałam mu tylko część pakunków
-Hej mięśniaku!-przewróciłam oczami
-Co tu robisz?-czasami jego pytania załamywały
-Ciekawe co można robić przed Wigilią w centrum handlowym, hmm...-udawałam że się zastanawiam
-Tak właśnie-zaśmiał się a ja za nim-Gdzie spędzasz Boże Narodzenie?-nie koniecznie chciałam odpowiadać. Wiedziałam co powie
-Sama, moja rodzina nie mogła przyjechać-nieco skłamałam
-O co to to nie!-nie domyśliłabym się że tak zareaguje (sarkazm)-Będziesz z nami!-to był raczej rozkaz, nie prośba
-Hazz, ja nie chcę się narzucać i tak wiele dla mnie zrobiliście-stanęliśmy przed bagażnikiem jego samochodu i odłożyliśmy do niego zakupy
-Chelly-podszedł do mnie-jesteś dla nas bardzo ważna, nie pozwolimy ci samotnie spędzić takiego święta-poprawił moje blond włosy tak aby nie zakrywały moich oczu
-Wiem że nie wygram tej wojny, więc niech będzie-tak właśnie, zdążyłam się już przyzwyczaić do tego że jest uparty i zawsze wyjdzie na jego. Nie miałam siły się spierać
-Szybko się uczysz młoda-pocałował mnie w czoło
-Ej!-skrzyżowałam ręce na klatce piersiowej i tupnęłam nogą, wyglądałam pewnie jak małe dziecko. Tak po prostu okazywałam złość
-Jesteś urocza-otworzył przede mną drzwi do auta. Świetnie wiedział jak mnie zirytować, wykorzystywał to nie raz. Ale za to go kochałam...
Heh,pan irytujący...super!
OdpowiedzUsuńCzekam na kolejny z tej serii.Niech bd z Hazzą...
Zostałaś nominowana do Libster Awards!
Więcej informacji na moim blogu:
http://saveyoutonight-louistommo.blogspot.com?2014/11/libster-award.html